Rewolucyjna metoda edycji genów jest prosta w użyciu, ale trudna w kontrolowaniu. Środowiska wywiadu CIA i NSA widzą w CRISPR poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego.

Edycja genów jako broń masowej zagłady? Dobrze czytam?

Wszystko zaczęło się po tym, jak w międzynarodowym raporcie dotyczącym oceny poważnych zagrożeń przygotowanym przez amerykański wywiad pod kierownictwem Jamesa Clappera pojawił się nowy punkt – Edytowanie genów. Co jest bardzo ciekawe, ten punkt znalazł się w bardzo srogiej kategorii: „Weapons of Mass Destruction and Proliferation”, czyli pisząc po polsku: „Broń Masowego Rażenia i Rozprzestrzeniania”, w skrócie Broń Masowej Zagłady.

Były szef amerykańskiego wywiadu zarządzający w czasach Obamy ponad 50 miliardami budżetu na działania szpiegowskie.

Czego boją się agenci? Oczywiście kontrolowanych i niekontrolowanych tworów biologicznych, które mogą powstać na bazie takich genetycznych manipulacji – w szczególności umożliwiających tzw. mutacje germinalne, czyli takie, które przekazywane są na następne pokolenia. W końcu filmy z Zombie nie przypadkiem stały się tak popularne. Bazują nie tylko na naszym strachu, ale także na genetycznej modyfikacji DNA wirusa, który zamieniał ludzi w żywe trupy. Filmowa fikcja teoretycznie może nie być pozbawiona sensu i pośrednio o tym mówi raport, tym bardziej, że podobnie jak w filmach, komary już udało nam się zmodyfikować genetycznie.

W tej chwili najbardziej realne zagrożenie płynie z możliwości wytworzenia bardzo skutecznej broni biologicznej, która sama będzie się replikować (bakterie, wirusy, ludzie i zwierzęta). Takie zagrożenie może powstać świadomie (terroryzm), ale także zupełnie przypadkowo (na bazie eksperymentów naukowych). Mniej lub bardziej powinniśmy cywilizacyjnie przygotować się na taki scenariusz, bo to jest kwestią tylko czasu.

Nie oznacza to bynajmniej, że w świecie zachodnim powinniśmy zakazać takich prac. Różne kraje mają różne regulacje i należy założyć, że gdzieś na świecie ktoś taki błąd popełni (tudzież sukces, zależnie od strony konfliktu), a wtedy jedyną obroną będzie zbudowanie „systemu immunologicznego”. Inaczej mówiąc, żeby móc się bronić przed tego typu atakiem, czy choćby przypadkowym incydentalnym zagrożeniem, musimy posiadać takie same, jak nie lepsze kompetencje.

To bardzo znany paradoks bezpieczeństwa. Każda strona konfliktu musi posiadać zbliżonej siły broń – zarówno ci „dobrzy”, jak i „źli”. Na zagrożenia cywilizacyjne może być tylko jedna obrona: jeszcze wyżej rozwinięta cywilizacja. Drodzy biolodzy, działacze, ekolodzy, kaznodzieje – przestańcie nawoływać do zbanowania takich badań. To jest zdecydowanie bardziej groźne, niż ich kontrolowane rozwijanie.

Cały raport możecie zobaczyć pod tym linkiem. Polecam jego lekturę, bo pochodzi od ludzi, którzy faktycznie wiedzą, w którym „kościele dzwoni” i czego powinniśmy obawiać się w nadchodzących latach. Znajdziecie w nim takie zagrożenia jak: Cyberprzestępczość i Technologie, Terroryzm, Broń Masowego Rażenia i Rozprzestrzeniania, Kosmos, Kontrwywiad, Międzynarodowa Przestępczość Zorganizowana, Ekonomia i Surowce Naturalne, Bezpieczeństwo Ludzkości.

Edycja genów dotyczy kilku nowych sposobów modyfikowania DNA wewnątrz żywych komórek – w tym rewolucyjnej i bardzo efektywnej metody CRISPR, która już w tej chwili dokonała ogromnej rewolucji w badaniach naukowych, czy tworzeniu nowych gatunków roślin uprawnych (GMO), a teraz pokazała swoją moc w kwestii modyfikowania kodu genetycznego ludzkiego embrionu.

Największą zaletą metody CRISPR i jednocześnie głównym problemem z perspektywy ekspertów bezpieczeństwa, jest prostota i cena jej implementacji. Podstawowe narzędzia do zabawy można kupić za 60$. Przeraża także tempo rozwoju, które nie posuwa się liniowo, ale przyspiesza wykładniczo. Coś, co zajęło nam wcześniej 5 lat, teraz dzieje się w kilka miesięcy. Patrząc na to, czego dokonano z wykorzystaniem CRISPR zaledwie w ciągu roku można zrozumieć, czemu niektórzy zaczynają się martwić. Wchodzimy na zupełnie nowe pole, nie znane nikomu (no może poza scenarzystami SF).

Zamieniamy genetyczną ewolucję na inteligentną kreację.

To musi mieć fundamentalne znaczenie dla przyszłości naszego gatunku.

Innego zdania jest Piers Millet, ekspert od broni biologicznej w Woodrow Wilson Center z Waszyngtonu. Jest zaskoczony umieszczeniem edycji genów w kategorii broni biologicznej (np. wirulentnej postaci wąglika), która wg niego wymaga opanowania znacznie szerszej gamy kompetencji technologicznych.

Rozwijanie broni biologicznej jest surowo zabronione przez międzynarodową Konwencję o Zakazie Broni Biologicznej i Toksycznej. Powstała ona w czasie największego ciśnienia zimnowojennego i podpisało się pod nią blisko 180 krajów, w tym USA, Chiny i Rosja.

Millet twierdzi, że eksperci, którzy spotkali się w ubiegłym wrześniu w Warszawie, aby omówić traktat, uważają, że zagrożenie zagładą biologiczną płynącą z grup terrorystycznych jest wciąż odległe. Wynikać miałoby to głównie ze złożoności procesu produkcji, który wymaga możliwości technologicznych, które dostępne są tylko w zasięgu państw.

Modyfikować, cz nie modyfikować?

Mając na uwadze to, co wcześniej napisałem o łatwości i cenie implementacji metody edycji genów CRISPR można chyba się z Piersem Millettem nie zgadzać.

Biotechnologia, bardziej niż każda inna dziedzina, przedstawia ogromny potencjał dla człowieka, ale równocześnie może stanowić dla niego śmiertelne zagrożenie.

To zdanie przeczytacie i usłyszycie wkrótce praktycznie wszędzie. Nie zapominajcie jednak, że dotyczyło praktycznie każdej rewolucyjnej innowacji o znaczeniu cywilizacyjnym. Baliśmy się przełomów w fizyce, chemii, czy biologi. Okiełznanie energii atomowej było tak samo przerażające, jak wcześniej energia elektryczna. Dzisiaj najbardziej boimy się samoreplikującej się nanotechnologii i biotechnologii (które i tak kiedyś połączą w jedną dziedzinę). Nie ma jednak innej drogi i musimy przeć do przodu dbając jednocześnie o pozytywny bilans strat i zysków.

Póki co, publiczna debata odnośnie modyfikacji genów krąży wokół aspektów etycznych i to tam stawia najgłośniejsze pytania. Dla mnie znacznie ciekawsze są aspekty opisane w tym artykule. Równie łatwo możemy sobie wyobrazić wyleczenie ludzi ze wszystkich chorób dziedzicznych, jak i odpowiednio zaprojektowanego wirusa, który uszkodzi lub zmodyfikuje DNA ofiary i tym sposobem doprowadzi do zagłady jej gatunku.

A jakie jest wasze zdanie, drogie internetowe Zombies?