Czy rośliny filtrują powietrze z pyłów zawieszonych i smogu? Fakty, mity i szkodliwa głupota

0
874
© Agora - Gazeta Wyborcza w ramach dozwolonego użytku.

Są takie chwile, kiedy warto krzyknąć głośniej i zawalczyć o „prawdę”. Wiem, brzmi to irytująco, bo żyjemy w czasach, gdzie słowo „prawda” jest nadużywane i gdzieniegdzie nawet szmacone. Co mnie tak poruszyło? Piątkowe (23 listopada 2018) wydanie Gazety Wyborczej.

TL;TR – jeśli nie chce ci się czytać całości.

  • Gazeta Wyborcza opublikowała artykuł sponsorowany pod mrożącym krew w żyłach tytułem „Nie daj się zatruć”. Za reklamę (jeśli dobrze rozumiem), zapłaciłeś ty, ja, i nasz sąsiad, czyli sfinansowano ją z naszych podatkow w ramach kampanii Samorządu Województwa Mazowsze.
  • Artykuł dowodzi, że jest źle, powietrze szkodzi, poziom zanieczyszczeń w domu trzeba mierzyć (miernikami – cenna porada)
  • Jako rozwiązanie problemu autor radzi: „Stosujmy naturalne oczyszczanie”. Co?! A co to takiego? 
  • Artykuł dopuścił się kłamstwa sugerując, że rośliny są lepszym i tańszym sposobem pozbycia się trującego smogu z domu, niż oczyszczacz nawet za 5000 zł.
  • Niestety ten mit krąży coraz szerzej, podobnie do szczepionek i autyzmu przez nie powodowanego. Wiele osób wierzy, a po takim artykule, to już nie będzie kwestia wiary, ale „nauki”
  • Gazeta Wyborcza powinna brać odpowiedzialność za publikację treści, które wygląda jak typowy artykuł redakcyjny, czyli mający z zasady zmylić czytającego, a propagują szkodliwe bzdury. Uważam, że w ramach przeprosin wydawca powinien opublikować artykuł-sprostowanie o charakterze naukowym.
Ja naprawdę kocham rośliny – nie śmiej w to wątpić 🙂

A teraz trochę dokładniej.

Na początku tego wpisu, dla pełnej transparentności, wypada poinformować czytelnika, że jestem bezpośrednio powiązany z branżą oczyszczania powietrza, choć warto dodać, że czynnik komercyjny nie jest głównym motywatorem mojego działania w roli LifePlanet.pl. Oczywiście możesz zarzucić mi brak obiektywności, choć przyjąłbym z zadowoleniem, jeżeli po moim artykule sięgniesz do cytowanych źródeł naukowych i sam wyrobisz sobie zdanie. Moja opinia jest tylko opinią – dane naukowe, to co innego.

Apeluję do mojego środowiska, o bardziej proaktywne wyrażanie swojej dezaprobaty do szerzenia tak bardzo szkodliwych mitów, czy – jak to się dzisiaj mówi – fake newsów. A ten dzisiejszy przykład leży dokładnie na tej samej półce, co płaska ziemia, chemtrailsy, czy reptilianie, choć wg mnie jest od nich znacznie bardziej destrukcyjny. Co więcej, zapłacono za niego pieniędzmi publicznymi (Samorząd Województwa Mazowsze).

Przywołam w tym miejscu cytat z artykułu. Jest tak głupi, że aż wspaniały. Wydrukuję go sobie nad łóżkiem i będę każdego poranka wspominał autora, który coś takiego napisał:

„Tańsze są jednak rośliny, które nie tylko dobrze filtrują pył, ale też wytwarzają tlen.”

Obok w wielkiej żółtej ramce kolejny wyciek manipulacji, albo głupoty (do wyboru): „Kosmiczna pomoc roślin”. Oh my God… Nie jakaś tam zwykła, mała pomoc… ta jest KOSMICZNA (kapitalikiem). Skąd taka magiczna wiedza? Oczywiście od amerykańskich naukowców, do tego – uwaga, baczność – NASA. Czy każdy pseudonaukowy gniot musi zawsze zawierać w sobie „amerykańskich naukowców” i do tego NASA? Najwyraźniej…

Oczami wyobraźni dostrzegam w oddali matkę Polkę, która przeczytawszy opiniotwórczy dziennik o narodowym zasięgu, rezygnuje ze wstawienia do sypialni dziecka oczyszczacza wyposażonego w wysokiej jakości filtr HEPA z aktywnym węglem. Zamiast tego leci do centrum handlowego i kupuję kwiatek. 

O ludzka ignorancjo – zlituj się nad nami głupcami.

Skorzystam z tej niebywałej okazji, jaką sprezentowała mi Gazeta Wyborcza i zgłębię temat „czyszczących roślin” z perspektywy faktów naukowych. Mam wrażenie, że ostatnio ten temat pojawia się w pytaniach internautów bardzo często, co więcej, z autorytatywną siłą oddziaływania. 

Ze specjalną dedykacją dla mojego ukochanego Mazowsza zacznę od końca i od razu odpowiem na najważniejsze pytanie.

Czy rośliny rozwiązują problem smogu w domu? Czy przefiltrują mi powietrze z pyłów zawieszonych?

Nie, na litość boską – NIE!!! Być może skuteczniejsze będą trzy zdrowaśki, jeżeli w to mocno wierzysz. To ten sam poziom efektywności. Rośliny nie oczyszczają powietrza, a na pewno nie w taki sposób i nie w takiej skali jak robi to typowy oczyszczacz powietrza wyposażony w filtr HEPA odpowiadający za usunięcie blisko 100% pyłów zawieszonych z powietrza.

Badania wykazały, że rośliny posiadają bardzo ograniczoną zdolność do obniżania stężenia niektórych gazów i chemikaliów z powietrza w małych pomieszczeniach (więcej o tym za chwilę). Jednak poleganie na nich w celu usunięcia z powietrza PM (pyłów zawieszonych), jednego z najbardziej szkodliwych składników smogu w domach, jest całkowicie skazane na porażkę.

Ilość powietrza, która krąży w twoim domu, biurze lub innym środowisku wewnętrznym w danym czasie, dostarczana w dużej części z zewnątrz, jest astronomicznie wyższa niż ilość powietrza, jaką może pochłonąć pojedyncza roślina, a nawet setki, czy tysiące takich roślin. Całkowita szczelność pomieszczeń nic tu nie pomoże. Tysiące metrów sześciennych powietrza przepływa przez dom każdego dnia, a rośliny mogą usunąć tylko bardzo niewielką, symboliczną ilość pyłów z tego powietrza.

Przeprowadzone w 2015 badania wykorzystujące Zielistki Sternberga – Chlorophytum comosum, gatunek rośliny z rodziny szparagowatych, dowiodły tego w sposób spektakularny. Po 2 miesiącach trwania badania, naukowcy zmierzyli ilość zakumulowanych pyłów na poziomie kilkunastu mikrogramów na centymetr kwadratowy liścia (13,62 – 19,79 ug/cm2). Ludzki mózg nie potrafi sobie wyobrazić abstrakcyjnych cyfr, więc uproszczę wam zrozumienie skali – mikrogram to 1 milionowa grama, a człowiek wdycha 120 000 000 gramów powietrza dziennie (4x więcej podczas aktywności).

Tak więc jedna Zielistka, która jest jednocześnie jedną z najefektywniejszych, usuwa tak mało pyłów z powietrza, że potrzebowałbyś ich tysiące żeby przefiltrować bardzo małą część powietrza znajdującego się wewnątrz zamkniętego pomieszczenia. To już dużo lepszym wyjściem będzie zakup chińskiego oszukanego oczyszczacza, który branża uznaje za scam. Na pewno wyczyści więcej. Dla porównania, dobry i prawidłowo dobrany oczyszczacz powietrza przepuszcza przez filtr HEPA całe powietrze w pomieszczeniu min. 3x na godzinę. Przypomnę, że dobra HEPA ma efektywność filtracji 99,97% zmierzoną dla najbardziej przenikających cząstek o wielkości 0,3 mikrona. Dla innych wartości jest to praktycznie 100%.

Link do badań: https://www.researchgate.net/publication/271917165_Phytoremediation_of_particulate_matter_from_indoor_air_by_Chlorophytum_comosum_L_plants

Czy rośliny filtrują lotne związki organiczne (akronim LZO, VOCs)?

Badania wykazały znacznie wyższą efektywność roślin w obszarze neutralizacji lotnych związków organicznych i gazów. Nowe super-energooszczędne domy niosą duże ryzyko przekraczania stężeń tych związków. Wynika to z faktu bardzo efektywnej izolacji i ogólnie mniejszej wymiany powietrza z zewnątrz. To dobra kwestia dla emisji CO2 (lepsza efektywność energetyczna, mniej grzania), ale mniejsza ilość świeżego powietrza to już problem prowadzący do większego nagromadzenia tych związków. Z tego powodu naukowcy przebadali wpływ roślin. Wiemy, że dzięki fotosyntezie rośliny produkują tlen poprzez przetwarzanie CO2, ale czy w trakcie tego procesu są w stanie pozbyć się także LZO, czy szkodliwych gazów (np. ozon)? Wniosek? – Tak i nie.

Rośliny faktycznie absorbują gazy i metabolizują je w tlen i inne mniej szkodliwe związki. Problem tylko w tym, że skala tego zjawiska nie może się w żaden sposób przyczynić do rozwiązania problemu nagromadzonych związków organicznych, czy trujących gazów w zamkniętym pomieszczeniu.

Badania z 2017 mierzącego pięć gatunków roślin uznanych za skuteczne w kwestii redukcji ozonu brutalnie pogrzebały nadzieję wykorzystania ich w filtrowaniu powietrza w mieszkaniach. Zmierzona prędkość osadzania wyniosła 0,9% – 9% powierzchni liścia do 0,06 m-1 powierzchni pomieszczenia. Brzmi enigmatycznie, więc znowu służę pomocą w zobrazowaniu skali. Żeby usunąć zaledwie 1% ozonu z pomieszczenia potrzebujesz 1 kwiat na 1,8m2 pomieszczenia. A teraz wyobraź sobie swój dom zalesiony przy takim współczynniku? Prościej będzie przeprowadzić się do lasu tropikalnego w Brazylii (o ile jeszcze istnieje).

Link do badań: https://www.sciencedirect.com/science/article/pii/S0360132317301592

Jakie jest źródło tych mitów o cudownych właściwościach rośliny czyszczących powietrze z zanieczyszczeń?

Krótko – NASA, choć zupełnie w sposób niezawiniony. Ludzie mają to do siebie, że aby podeprzeć swoją wyimaginowaną hipotezę, uprawiają tzw. cherry picking, czyli wyciągają z tortu wisienki, ale tylko te, które im pasują, totalnie ignorując resztę ciasta.

W końcówce 20 wieku NASA prowadziła bardzo wiele badań dotyczących oczyszczania powietrza. Nie trudno się domyślić, po co kosmicznej organizacji taka wiedza. Jednym z największych problemów każdej misji załogowej, a w szczególność kosmicznych baz (jak np. Międzynarodowa Stacja Kosmiczna, ISS), jest dostarczanie załodze odpowiedniej jakości powietrza niezbędnego do życia.

Swoją drogą – czy wiedziałeś, że filtry HEPA wymyślono w latach 40 do bardzo niecnych potrzeb? Zbudowano je po to, aby zapobiegać rozprzestrzenianiu się radioaktywnych zanieczyszczeń w powietrzu przy Projekcie Manhattan (ten od bomb atomowych). Takie filtry stanowią podstawę filtrowania powietrza także na stacji kosmicznej ISS (link). Nie musisz więc wątpić w skuteczność takich filtrów. Pracowały w trochę bardziej ekstremalnym otoczeniu niż mieszkanie.

Wracając do badania NASA, w jednym z bardziej znanych raportów z 1989 roku, naukowcy przestudiowali 12 różnych gatunków roślin w kontekście wykorzystania ich właściwości fitoremediacyjnych do oczyszczania powietrza w bardzo ciasnych i całkowicie hermetycznych pomieszczeń (jak w ISS).

Link do raportu: https://ntrs.nasa.gov/search.jsp?R=19930073077

Wstępne wyniki pokazały, że rośliny usuwały od 10 do 90 procent określonych związków w ciągu 24 godzin w zamkniętym środowisku wypełnionym zanieczyszczonym powietrzem. Brzmi super – prawda? Ale… zawsze jest to cholerne ale.

Komory testowe, w których umieszczono rośliny, nie były stale wentylowane powietrzem z zewnątrz (jak ma to miejsce w twoim domu). Każda roślina była zasypana ziemią zawierającą węgiel aktywny, który jest dobrze znany z pochłaniania dymu, chemikaliów, bakterii i wirusów. Donice zostały następnie zalane wodą i wyposażono je w wentylator, aby przepychać powietrze przez glebę z węglem aktywnym. Tak więc rośliny nie filtrowały nawet samego powietrza – filtrowały już przefiltrowane powietrze.

W badaniu testowano tylko trzy lotne związki organiczne (LZO): benzen, trichloroetylen i formaldehyd. Nie ma nic o pyłach zawieszonych, a to z nimi głównie walczymy w czasie smogu.

Fan fact: wszystkie oferowane przez moją LifePlanet oczyszczacze zawierają węgiel aktywny, a niektóre nawet kilka kilogramów. Nie musisz kopiować NASA i budować biologiczne filtry na bazie węgla i gleby.

Najnowsze badanie zainspirowane tym z NASA, przeprowadzone w 2017 roku, dotyczące także filtrowania lotnych związków organicznych, wskazało konkretne wartości procentowe dla danych związków: Benzen: 9 procent, Formaldehyd: 50 procent, Etylobenzen: 75 procent, Ksylen: 72 procent, Styren: 75 procent, Acetaldehyd: 36 procent, Akroleina z acetonem: 35 procent, Toluen: 85 procent.

Wartości dotyczą ilości zaabsorbowanych chemikaliów w zamkniętym pomieszczeniu w czasie jednego tygodnia. I znowu – dla niemyślącego recenzenta może to być wystarczająco optymistyczna konkluzja, żeby obwieści światu radosną nowinę. Ale nie, tak dobrze niestety nie jest. Naukowcy są zgodni – to zbyt mało, żeby utrzymać efektywność filtrowania przy stałej emisji LZO przez żywe organizmy, meble, lakiery, dywany, czy wiele innych źródeł. Inaczej mówiąc – badania dotyczyły niezamieszkanych pomieszczeń, a więc bez aktywnej emisji.

W sumie, to nie bardzo wiem, jak zakończyć ten wpis. Przydałby się jakiś bojkot mediów, a może nawet pozew zbiorowy. Tylko tak można zmusić je do „ogarnięcia się” i powrotu na ścieżkę chociaż minimalnej odpowiedzialności społecznej. Ja już po prostu nie mogę tego wytrzymać. 

Chciałbym zobaczyć sprostowanie z wyraźnym komunikatem, że jedyną opcją na zachowanie dobrej jakości powietrza (i zdrowia) w naszych domach jest w tej chwili tylko – o zgrozo – oczyszczacz na bazie HEPA i aktywnego węgla. Nie, to nie jest bullshit reklamowy – tak po prostu jest. Dlatego stacja kosmiczna ISS nie wygląda jak oranżeria, tylko przypomina sterylną salę operacyjną, w której oczywiście także działają systemy filtracji oparte o filtry HEPA. Kwiatów tam nie znajdziecie.

W postscriptum – autorowi tej reklamy (w zasadzie kryptoreklamy Mazowsza) proponuję zamiast psa strażnika kupić do domu jego roślinny odpowiednik. Morderczą roślinę gotową zagryźć każdego bandytę. Dla jasności – nie mam nic przeciwko roślinom w domach. Uwielbiam je. 

Roślina zwiększająca bezpieczeństwo w domach?

Chcesz rozszerzyć sobie wiedzę – czytaj źródła: