Odpowiedź brzmi, o dziwo: „tak”. Jak się okazuje, powyższy scenariusz to wbrew pozorom nie scenariusz rodem z kart powieści science fiction, tylko wynik zadziwiającego eksperymentu, przeprowadzonego przez grupę biologów i ekspertów od komputerowych zabezpieczeń.

Multidyscyplinarną grupę naukowców z amerykańskiego Uniwersytetu w Waszyngtonie zaniepokoiła infrastruktura ochrony transkrypcji i analizy DNA. Po znalezieniu podstawowych luk w zabezpieczeniach programów open-source, stosowanych w laboratoriach na całym świecie, uznali, że ww. infrastruktura jest po prostu niewystarczająca.

Biorąc pod uwagę rodzaj informacji z jakimi mamy tu do czynienia, tego typu komplikacje mogą stanowić w przyszłości poważny problem.

Doświadczeni naukowcy postanowili wyjść poza ramy znanych i sprawdzonych metod, na których opieraliby się w takim wypadku typowi hackerzy, tj. malware itp. narzędzi ataku na odległość, umożliwiających zdalny dostęp do systemu. Jak podkreślił profesor Tadayoshi Kohno (ekspert w dziedzinie ochrony tak niszowych urządzeń elektronicznych jak rozruszniki serca), w branży komputerowych zabezpieczeń najistotniejsze jest przygotowanie się na każdą ewentualność i nie dopuszczenie do sytuacji, w której nie wiemy jak obronić się przed innowacyjną formą ataku. Wtóruje mu współautor eksperymentu, Luis Ceze, który zwraca uwagę na coraz więcej potencjalnych interakcji między molekularną, a elektroniczną sferą naukowych badań.

Od lewej, Lee Organick, Karl Koscher, i Peter Ney z „UW Molecular Information Systems Lab and the Security and Privacy Research Lab”, podczas hakowania genomu.

Jak naukowcom udało się przeprowadzić ten bio-atak?

Jak już wyżej wspomniano jako nośnik wykorzystano ludzkie DNA, a do przeprowadzenia ataku wykorzystano błąd przepełnienia stosu (stack overflow). Program do sekwencjonowania DNA przeanalizował dane następnie zapisując je w formacie FASTQ (więcej dla zainteresowanych pod tym adresem). Podczas kompresji pliku nastąpiło nadpisanie i przejęcie kontroli nad programem.

Co to oznacza? Przede wszystkim zaciera się różnica między wirusem „organicznym”, a tym komputerowym. Implikacje tego zdarzenia mogą mieć głęboki wymiar… filozoficzny, ocierający się o fundamentalne pytanie dotyczące życia i jego definicji!

Jest także wymiar praktyczny. Ot choćby biomechaniczne komputery, połączenia neuralne. Wirtualna rzeczywistość rodem z Cyberpunka, nowe możliwości przechowywania danych i wiele, wiele innych zastosowań o których jeszcze nie mamy pojęcia.

Wyobraźcie sobie bio-hakera/sabotażystę przyszłości, który w swojej krwi zapisane ma złośliwe oprogramowanie, które wprowadza do sieci potężnej korporacji. Fantastyka naukowa? Tak, ale już można powiedzieć, że z naciskiem na nauka!

Pomoc w redakcji tekstu: Piotr Czyszczoń, Marcin Kwiatkowski